Prawie jak "Do M***"

Jakie są nieomylne oznaki starzenia?

Osiwieć można i za młodu, zgłupieć - w dowolnym wieku, zdziecinnienie jest zjawiskiem powszechnym, jeśli weźmie się pod uwagę, że mnóstwo osób nigdy nie zadało sobie trudu, by dorosnąć, a demencją może się pochwalić tak liczne grono ludzi, że nie ma sensu dzielić go na kategorie wiekowe.

Jednak tym, co - prawdopodobnie - dotyka wszystkich na starość, jest sentymentalizm. Oglądamy nasze stare zdjęcia, wspominamy nauczycieli, wzdychamy do cudownych lat spędzonych w szkole i w ogóle zachowujemy się, jakbyśmy nigdy nie widzieli żadnego demotywatora na oczy. Uświadomiłam sobie ten przykry fakt, kiedy dwie znajome osoby przyznały mi się, że ostatnio przeczytały mojego bloga. Przeczytały bloga! Jakby był szkolnym albumem pamiątkowym albo pamiętnikiem prababci!

Ludzie, apeluję do was. Znajdźcie sobie coś do roboty :) Ja w chwilach zwątpienia chodzę na zakupy do Biedronki :)



stumilowylas 2010-03-11 14:31:19
skomentuj (0)
"- Radiotaxi się kłania! - Ale ja nie zamawiałam!..."

Najgłupsza rozmowa telefoniczna roku (głupsza niż wszystkie pokazy wełny i filtry do wody razem wzięte):

-Słucham.
-Czy z panią Danutą mogę rozmawiać?
-To pomyłka.
-Dodzwoniłam się do prywatnego mieszkania?
-Tak.
-Ale pani Danuta tam nie mieszka?
-Nie, to pomyłka.
-To co pani tam robi?!
-SŁUCHAM???

/trzaśnięcie słuchawką z drugiej strony/

Dlaczego mnie to spotyka?



stumilowylas 2009-02-24 11:44:26
skomentuj (3)
Ujebany farbą czy nie wiem czym.

Ostatnio rozmaici święci mieli okazję, by się zbulwersować i zgorszyć - znowu! Bo okazało się, że - laboga! - dziennikarz przeklina poza anteną! A łyżka na to: niemożliwe. Kiedy patrzę na ludzi, którzy z dziką satysfakcją wyzywają Kamila Durczoka od chamów i robią aferę z tego, co dla większości powinno być oczywiste, ręce mi opadają. Smutna wpadka polskiego życia blogowego, Sara May, nazywa zachowanie Durczoka zwykłym buractwem (tak, ja też mam uciechę z jej nieco prymitywnej polszczyzny - nawet większą niż z treści wpisów). Nikt jakoś nie kwapi się z okazaniem zrozumienia dla faceta, który wykonuje stresującą pracę i zapewne musi jakoś odreagować czas spędzony przed kamerą na ważeniu każdego słowa.

Podobnie wyglądała kilka lat temu sprawa nieparlamentarnego języka Tomasza Lisa - z tym, że on przy okazji nazwał swoich współpracowników baranami, więc brzmiało to zacznie gorzej. Nikt natomiast nie zwrócił uwagi na inną rzecz, która łączy te dwie wypowiedzi - mianowicie troska o telewidza! Z obu wynika jasno, że prezenterów naprawdę obchodzi to, co pokazują i mówią na antenie, że odbiorca nie jest dla nich ciemnym ludem, który wszystko kupi. Czy to nie wzruszające? Ile znacie osób publicznych wykazujących chociaż odrobinę prawdziwego zainteresowania "biednymi ludzmi"? Więc, kurwa, czujcie się, kurwa, docenieni. Bo, kurwa, parę kurew jeszcze, kurwa, nikomu nie zaszkodziło. Amen.

I co to jest, kurwa, Zbuczyn? Gdzie jest, kurwa, napisane, czy to jest droga krajowa, lokalna czy jakaś? Skąd ci biedni ludzie, kurwa, mają to zrozumieć, bo ja z tego nic nie rozumiem! Wypierdalamy tę planszę.

Albo jakiemuś innemu facetowi, który się poczuwa do odpowiedzialności, co pokazujemy 4 milionom ludzi przed telewizorem.

stumilowylas 2009-02-23 14:30:46
skomentuj (0)
Kiedy proces starzenia trudny jest do zniesienia.

Apatia, która mnie ostatnio ogarnęła, nie ma sobie równych. Pisanie o tym, że "nic mi się nie chce" byłoby naprawdę sporym niedomówieniem.

 Czuję się jak stary, skacowany lump patrzący na roześmiane dzieci wychodzące ze szkoły.

 W dodatku opętał mnie paranoidalny strach o przyszłość. Nie mogę wyjść z domu, żeby w którymś z gorzej wyglądających przechodniów nie zobaczyć siebie za kilka lat: siebie - bez pracy, siebie - bez rodziny, siebie - bez szans, siebie - bez emerytury, dzieci, samochodu, kota, dobrze oprocentowanego konta w banku - czy czegolwiek innego, co można uznać za symbol udanego życia. No dobrze, pomijając kota.

 Odnoszę wrażenie, że wszyscy poza mną mają jakiś plan, wiedzą, co będą robić i ku czemu w ogóle się kierują. Ja widzę głównie wielką czarną dziurę.

 Uczucie jest paraliżujące, tłumi wszelkie konstruktywne myśli i nie da się go nawet zapić (a próbowałam). Jeśli próbuję komuś się poskarżyć, po pierwsze - wypada to wyjątkowo żałośnie, a po drugie - zawsze słyszę coś, co tylko pogarsza mój stan. Ostatnio ze zgrozą wysłuchałam o czymś takim, jak "pokolenie kryzysu", a jeszcze większą zgrozą przejął mnie fakt, że to ja właśnie mam do tego pokolenia należeć! Więc nie dość już, że nawet w normalnych warunkach mało kto chciałby mnie zatrudnić - teraz najprawdopodobniej nikt nie będzie chciał ze względu na kryzys.

 Niech mi ktoś wytłumaczy, jakim cudem jedna chwila niepoczytalności jakiegoś Żydka na stanowisku szefa FEDu ma decydować o tym, czy w przeszłości stać mnie będzie na wakacje w Turcji. Albo idąc o krok dalej - czy nie skoczę z mostu przekonana głęboko o beznadziejności wszystkiego, w tym siebie samej.

 W dodatku czuję się staro. Ostatnio jakiś dzieciak powiedział mi na korytarzu "dzień dobry". A ja sama, o ile dobrze pamiętam, w przypływie złości nazwałam kogoś "gówniarzem". Tak moi rodzice mówią na ludzi po trzydziestce.

 Nic więc dziwnego, że widząc czarną dziurę w każdym kolejnym dniu, cofnęłam się do tych, w których jeszcze byłam dzieckiem wychodzącym ze szkoły, a nie lumpem. Metaforycznie, rzecz jasna. Pierwsza osoba, która nazwie mnie lumpem, oberwie butelką.

                                                                   * * *

 Przypomniało mi się, że w trzeciej klasie liceum nauczycielem edukacji medialnej i czytelniczej został niejaki Janusz Sobolewski. Na początku irytował mnie okropnie swoim sposobem bycia (ale nie pamiętam już, co dokładnie mnie drażniło - może mieszał kawę w złą stronę), ale po pewnym czasie okazało się, że stara prawda i tym razem miała zastosowanie - ludzie, którzy są sympatyczni i których wszyscy lubią mogą pobudzić cię co najwyżej do tego, że przepuścisz ich w drzwiach. Na pewno nie do tego, że zaczniesz myśleć - inaczej lub w ogóle. Słynny ksiądz Miłosz z naszego gimnazjum był właśnie takim typem irytująco zmuszającym do myślenia. Nawet jeśli przy okazji romansował z nauczycielką muzyki.

 Ale do rzeczy - otóż ów profesor Sobolewski popchnął nas do rewolucyjnego w naszym tradycyjnym i zatęchłym liceum czynu, jakim było wydawanie internetowego pisemka (określenie "gazetka szkolna" nie przechodziło nam przez gardło). Wymyśliliśmy nazwę, A. zrobiła stronę internetową... Do dzisiaj trudno mi uwierzyć, że w roku maturalnym chciało mi się bawić w coś takiego. A jednak chciało! Wprawdzie wiedziałam już wtedy, że w moim przypadku dziennikarstwo zdecydowanie odpada, bo nie mam do tego żadnych predyspozycji (dowiodła tego jasno traumatyczna "praktyka" w Gazecie Krakowskiej), ale i tak mnie to bawiło. Cieszyło mnie nawet gimnastykowanie palców na klawiaturze w kłótniach z oburzonymi redaktorkami żenującej, ale za to tradycyjnej, szkolnej gazetki (w pełnym tych słów znaczeniu) Famy, które uważały, że nie mamy prawa robić im konkurencji, albowiem ich gazetka jest, cytuję: "jedna, niepowtarzalna, kontynuowana przez wiele pokoleń Sobieszczaków" i z tego tytułu "należy jej się coś". Tak, to było coś świeżego. Całkiem niesobieskiego w tej świeżości.

 Z tym większą przykrością stwierdziłam, że Sobiektyw upadł! Po prostu zniknął z sieci. A przecież działał jakiś czas po naszym odejściu, prowadzony nota bene przez redaktor naczelną, której szczerze nie znosiłam (ruda, blada, zwiewna, pretensjonalna panna o dyskusyjnym talencie literackim). Nie wiem, co właściwie się stało - może zabrakło przewodnictwa, bo z tego, co wiem, to prof. Sobolewski był nauczycielem tylko przez jeden rok szkolny. Ale bardziej prawdopodobne jest, że zabrakło uczniów zainteresowanych projektem. Po całej gazecie został tylko zapomniany strzęp forum internetowego

 A poza tym to owszem, wszyscy zdrowi (wcale nie), wróciłam z Pragi i tak, chcę tam jeszcze wrócić (najlepiej zaraz i ponownie z pełnym kontem), laptop ciągle działa (ha ha), a ja w kółko tępo słucham muzyki ze "Zmierzchu". Miarą mojego otępienia niech będzie to, że przy całej mojej pasji dla fatalnych filmów i grafomańskich popisów nie chciało mi się ani powtórnie obejrzeć Patisona na ekranie, ani też przeczytać kolejnej części serii. Szczerze mówiąc, nie pamiętam nawet, jaki miała tytuł. A pomyśleć, że niedawno zmęczyłam wszystkie trzy tomy Eragona!



stumilowylas 2009-02-12 20:25:52
skomentuj (1)
"Pít, piju - therefore pivo".

Ze piwo pochodzi od picia? Sama bym na to nie wpadła. W każdym razie zarówno piwo, jak i lekcje czeskiego są tym, co utrzymuje mnie tu w jakiej takiej formie psychicznej. Relaks i rozrywka.

Wszystko zdążyło już wejść w ustalone tryby i koleiny. Wszystko się poukładało i nabrało rutyny, właśnie tak, jak lubię. Przypuszczam, że kiedy na dobre się przyzwyczaję do Pragi (a więc zacznie mi się tu podobać), nadejdzie czas wyjazdu.

Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że warunki lokalowe nam się poprawiły. Nie wiem, ile w tym zasługi uporczywego używania kreta do rur na wiecznie zapchanym odpływie w brodziku, ale udało nam się całkiem ładnie zalać salę na piętrze niżej. Po kilku wizytach byta sprawczego (jednej nawet podczas naszej nieobecności!) zostałyśmy wreszcie z hukiem wyrzucone z naszego pokoju, by powędrować dwa numery dalej, z 802 do 804. Przeprowadzka okazała się raczej przykrym doświadczeniem. Jako że nie opłacało się pakować dobytku do toreb, trzeba było wszystko przenieść tymi ręcami i tymi palcyma po kolei. Ale chyba się opłacało - nowy pokój jest dwa razy większy i ma nawet własny przedpokój. Że już nie wspomnę o półeczce pod lustrem w łazience.

Chwilowo mam te apartamenty na własny użytek - współlokatorka wróciła na tydzień do Polski. Jeszcze nie zdecydowałam się, kiedy powinnam wpaść w depresję z powodu samotności. Bo bycie zadowolonym z życia jest takie pospolite i nieinspirujące.



stumilowylas 2008-11-16 15:03:26
skomentuj (2)


LINKI

KSIĘGA GOŚCI

|Dodaj|
|Zobacz|

ARCHIWUM


2010
marzec
2009
luty
2008
listopad
październik
czerwiec
kwiecień
luty
styczeń
2007
grudzień
wrzesień
lipiec
czerwiec
maj
marzec
luty
styczeń
2006
listopad
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
© stumilowylas